Możemy się tylko domyślać, w jaki sposób ludzie z epoki kamienia łupanego odkryli konopie. Być może zdarzyło się tak, że ktoś odkrył mocne włókna jakiegoś zgniłego pnia konopi i wykorzystał je do sporządzenia liny; może też tłuste ziarna – ulubiony pokarm ptaków – zostały wypróbowane jako pożywienie i uznane za dobre. A może jakiś nasz wygłodniały praprzodek zajadał się zwyczajnie gotowanymi ciemnozielonymi liśćmi konopi, by potem znaleźć się w euforycznym nastroju? To, co jest pewne, to fakt, że konopie należą do najstarszych roślin uprawnych.

Na długo przedtem, zanim w Grecji wzniesiono pierwsze świątynie, ludzkość znała już konopie. Od tysiącleci w Chinach i innych krajach Wschodu uprawiano konopie do produkcji sznurków i ubrań. Przez wiele lat – aż do około 1850 r. – wszystkie pływające po wschodnich morzach statki uzbrojone były w liny i żagle sporządzane z konopi. Konopie były niezbędne dla marynarzy i… katów.

Od Fenicjan, przez grecki antyk, aż do czasu wielkich podbojów, wielkie mocarstwa powiązane były konopnymi nićmi. O zwycięstwie albo klęsce decydowała nierzadko aktualna technologia uprawy i przetwórstwa konopi. Kiedy w 1982 r. wydobyto zatopiony w 1545 r. okręt admiralski „Mary Rose” słynnego króla Henryka VIII, znaleziono w nim przeszło 100 łuków angielskiej armii łuczników. Po ich rekonstrukcji stwierdzono, że osiągały one zadziwiającą wagę do 80 kg, a ich strzały pędziły z prędkością 200 km/h. Była to więc, jak na średniowiecze, broń o niebywałej prędkości. Odkrycie to pozwoliło odpowiedzieć na nurtujące od dawna badaczy historii pytanie: w jaki sposób w bitwie pod Agincourt w 1415 r. 6000 żołnierzy piechoty Henryka V udało się pokonać 15 000 konnych Francuzów. Tajemnica leżała w dalekosiężnej broni: śmierć zadawały łuki z „drzewa cisowego, pospinanego linami”. Możemy zaś być pewni, że te liny nie były zrobione z lnu, ale z konopi, które co najmniej od czasów Normana Zdobywcy (1066) były uprawiane na wyspach brytyjskich. Grecki pisarz Herodot (450 lat p.n.e) pisze o konopnych ubraniach Traków (w dzisiejszej Bułgarii), „które wyglądały zupełnie jak lniane tak, że ludzie, którzy się na tym nie znali, nie mogli ich rozróżnić.”

W dzisiejszej generacji dżinsów zdumiewać może fakt, że materiałem do pierwszych Levi’sów było nic innego, jak właśnie konopie. Żadne inne włókno, a już na pewno nie używana dziś bawełna, nie podołałoby – przedstawianej na etykiecie firmy – próbie rozciągania pary spodni przez dwa konie; tylko konopne płótno żaglowe mogło zdać taką próbę. Do San Francisco sprowadził je z Bawarii podróżujący krawiec Levi Strauss i on zanitował ich boki mocnymi nićmi. Kiedy Strauss otrzymał w 1873 r. patent na swoje nowoczesne spodnie robocze, wykorzystanie konopi sięgnęło już zenitu. W produkcji lin i rybackich sieci oraz plecaków, żagli, namiotów konopie nadal były niezastąpione, ale w dziedzinie konfekcji i codziennych tekstyliów miały poważnego konkurenta.

Na początku XVIII wieku wynaleziono „Cotton-Gin”, maszynę do przerobu bawełny, która znacznie ułatwiała pracę. O ile uzyskiwanie włókna z lnu i konopi było nadal bardzo pracochłonne (włókno oddzielane było od łodygi jak za dawnych czasów), tak bawełna dawała się łatwo przerobić i uprząść na nić. Dzięki wprowadzeniu w tym samym czasie mechanicznego krosna i przędzalni wzrósł też znacznie popyt na surowce tekstylne. Bawełna święciła swój niesłychany sukces. Jeszcze pod koniec XVII w. jako roślina włóknista była znana poza Egiptem tylko w kilku krajach tropikalnych, a już pod koniec XIX w. stała się dominującym surowcem roślinnym w Europie.

Potrząsarka papieru

To, co zrobiła bawełna i juta w przypadku tekstyliów, w wypadku papieru dokonało się za sprawą drzewa. Przedstawiona na wystawie światowej „Woodpulp-Machine” fabrykanta Heinricha Woeltera zautomatyzowała szlifowanie drzewa i zaoferowała przemysłowi papierniczemu surowiec, który, nie dość, że występował wszędzie, to jeszcze w wielu rejonach świta był bezpłatny: las. Bawełna, juta i drzewo – te trzy nowości rewolucji przemysłowej wyparły konopie z całej Europy. W latach 1850-1913 uprawa konopi we Francji spadła z 100 000 do 13 hektarów, we Włoszech – ze 150 000 do 87 hektarów, podobnie rzecz wyglądała na Węgrzech i na Bałkanach. Tylko w Rosji, będącej od czasów Średniowiecza czołowym producentem konopi, są one nadal uprawiane na znacznych terenach.

Tak więc do upadku kultury konopi doprowadziły nie tylko konkurencyjne włókna z terenów kolonii, przyspieszyło go wielkie wydarzenie dziewiętnastego wieku, jakim było wynalezienie maszyny papierniczej. W 1799 r. Francuz Louis Robert otrzymał patent na „potrząsarkę papieru”, która potrafiła sporządzać „papier bez końca”. Dotychczasowe ręczne wyjmowanie z sita arkuszy, sztuka po sztuce, usprawnione zostało przez przesuwające się sito.

Wraz z wycofaniem z produkcji papieru lnu i konopi, w proces jego powstawania wkroczyła chemia, której fatalne oddziaływanie stwierdzono dopiero po stu latach. W produkcji papieru z drzewa bardzo istotny był etap klejenia. Otrzymywany z żywicy ałun wydawał się do tego doskonały i do 1850 r. powszechnie go stosowano. Maszyny papiernicze można było stosować tylko dla surowca drzewnego, z uwzględnieniem metody klejenia; taka technika produkcji miała jednak zasadniczą wadę. Środowisko chemiczne papieru nie było już neutralne, ale kwaśne i ten żrący kwas powoduje powolne rozpadanie się papieru. Zdarza się, że wydane po 1850 r. książki kruszą się w rękach bibliotekarzy, a dzieła z XV w. są w takim stanie, jak w chwili powstania.

Udział konopi w rewolucji gutenberga

Wiele powiedziano i napisano na temat „ciemnego” Średniowiecza oraz o innowacyjnym, kwantowym skoku Renesansu; o nowych narzędziach, lunetach, statkach i wynalezieniu druku, który umożliwił narodziny nowego obrazu świata. Rzadko kiedy jednak, mówiąc o tym skoku w historii kultury, wspomina się roślinę, która się do niego przyczyniła – konopie. W epoce wielkich odkryć – podróży morskich Kolumba i następujących po nim konkwistatorów – konopne żagle i liny statków spełniały tak samo niezbędną rolę jak konopny papier dla genialnego odkrycia Gutenberga, któremu świat zawdzięcza umysłowe poznanie nowych kontynentów. Bez papieru konopnego druk, pierwsze medium komunikacji masowej, nie mógłby się w tak znacznym stopniu rozprzestrzenić.

Tymczasem w roku 1390 wielki handlowiec Ulman Stromer otworzył w Norymbergii pierwszą papiernię. 1500 lat po odkryciu w Chinach, technika produkcji papieru z włókien konopnych dotarła do Niemiec, i po wynalezieniu druku szybko się rozpowszechniła.

Bazą i ważnym surowcem przyjętej ze wschodu rewolucji technologicznej Średniowiecza były szmaty i łachy, a te zrobione były wówczas prawie wyłącznie z konopi i lnu. Bardzo mocne szmaty z konopi, cieszące się wśród papierników dużym uznaniem rozdrabniane były w napędzanych wodą stepach na papkę i nalewane do kadzi. Za pomocą sita wybierano z nich poszczególne arkusze, a zręczne potrząsanie sitem pozwalało spływać wodzie, zatrzymywało zaś spilśnione włókna. W technice produkcji papieru niewiele się zmieniło aż do momentu mechanizacji prasy i wygładzenia arkuszy w XVII wieku.

Podczas wojen konopie, jako „narodowy surowiec strategiczny”, przeżywają po raz ostatni chwile wzlotu. W ciężkich czasach kryzysu gospodarczego i II wojny światowej przypomniano sobie wszystkie możliwe zastosowania konopi i zaczęto z nich korzystać. Nie przez przypadek w „Elementarzu o konopiach” wydanym przez Komisję Rzeszy do spraw Żywienia „zdrewniała część tej twardej rośliny” znajduje się na początku listy zastosowania konopi. Dzięki temu, że z konopi uzyskiwano „cukier i gaz drzewny” (celuloza i materiał napędowy), ceniono je nie tylko jako źródło włókna i oleju, ale i jako dawcę energii.

Konopie w lampie alladyna

Aż do około 1800 r. na całym świecie, najpopularniejszym „paliwem” w lampach olejnych był olej pozyskiwany z tej rośliny. Później, aż do roku 1870 w statystykach był on na drugim miejscu, przegrywając jedynie z tłuszczem wielorybim. Czarodziejska lampa Alladyna, lampa proroka Abrahama i – w bardziej realnym świecie – Abrahama Lincolna – wszystkie one rozświetlały ciemności dzięki olejowi z konopi.

Jednak niewiele lat później znaczenie tej rośliny gwałtownie spada, a powszechne nadużywanie jej narkotycznych właściwości sprawi, że prawnie staje się ona nielegalna.

Od 1929 r handel i konsumpcja konopi indyjskich, a szczególnie ich żywicy jest w Niemczech karana. W połowie lat 60. zanika konsumpcja konopi, nie licząc amerykańskich żołnierzy, sprowadzających po 1945 r. oprócz Coca-Coli i gumy do żucia również marihuanę – roślinę, przywiezioną niegdyś przez europejskich osadników ze Starego Świata do Ameryki.

W szczytowych dniach cudu gospodarczego, znaczonego przez gaz i węgiel, mogłaby zakończyć się na zachodzie historia tej rośliny użytkowej. Obecnie stosuje się ją głównie tam, gdzie nawet bardzo drogie badania nie mogą znaleźć lepszego syntetycznego środka zastępczego, np. jako materiał uszczelniający. Do dziś gwinty kanalizacji wodnej uszczelnia się zwykle konopiami; nie ma innego lepszego włókna, które mogłoby wchłonąć tyle wody i nie gnić mimo długotrwałej wilgoci. Od dawien dawna konopiami zapychano nieużytki na polach i nawet jego wychwalane, niemal idealne cechy międzyplonu nie mogły powstrzymać upadku uprawy tej rośliny.

Ale „sprytne konopie”, jak mówi o nich pewne przysłowie francuskie, nie pogodzą się tak łatwo z degradacją. Stosowanie ich przez hydraulików jest poniżej godności „królowej roślin”… Brzmi to ironicznie, lecz w czasie, kiedy konopiami uszczelnia się krany i spłuczki ubikacji, inni piszą o nich wiersze. Najpierw w Stanach Zjednoczonych nowa generacja odkrywa Cannabis dla tematów lirycznych i powieściowych. Wraz z „pisarzami beat’u” (Kerourac, Burroughs, Ginsberg) palenie Cannabis wychodzi „on the road”. W latach 20. i 30. konopie palili tylko czarni i latynoscy artyści, później odkryte zostają przez białą warstwę średnią. W dziesięć lat później w świecie zachodnim znów uprawia się konopie. Stają się one nawet symbolem kontrkultury, na gruncie polskim opiewane np. przez poetów pokolenia „Brulionu”. Znakiem hippisów, a następnie także ruchu neohippisowskiego oraz Rastafarian, zostaje obraz zielonego, postrzępionego liścia.

Pod względem farmakologicznym ziele konopi przejawia dziwne cechy hermafrodyty: ma zarówno działanie uspokajające, jak i stymulujące. Dlatego też stosowano je jako przeciwspazmatyczny środek od kaszlu i środek uspokajający, a równocześnie jako pobudzającą i łagodzącą tabletkę od bólu głowy. Sir John Russel Reynold, lekarz przyboczny królowej Wiktorii, przepisywał nalewkę z Cannabis na kaszel, ataki astmy, migreny, „skurcze wszelkiego rodzaju” oraz na zaburzenia snu u ludzi starszych. Lekarz domowy Charlsa Dodgsona (Lewisa Carolla), nauczyciela matematyki i autora „Alicji w krainie czarów” zalecił mu w 1855 r. „dla poprawy ogólnego stanu zdrowia” po trzy łyżeczki „Indian Soothing Syrup” dziennie. Aż do śmierci w 1898 r. pisarz używa ł regularnie buteleczkę 12% nalewki konopnej tygodniowo. Gdyby twórca postaci Białego Króliczka pożył kilka lat dłużej, postęp farmaceutyczny zrobiłby z niego być może „ćpuna”, bo na przełomie wieków kończy się kariera uniwersalnego leku z konopi i zastępującej go powoli morfiny. Na ich miejsce wkracza w 1900 r. nowy specyfik firmy Bayer, reklamowany jako lek nieuzależniający – heroina.

Konopie nie wyjaławiają ziemi. W stanie Kentucky uprawiane były przez wiele lat na tej samej roli; nie jest to jednak zalecane. Jako roślina gęsto rosnąca przytłumia ona chwasty, a dla następnych po niej roślin pozostawia dobry grunt. Jak powinna wyglądać ich uprawa, mówią doświadczenia starego konopiarza:

Koło ratunkowe dla biosfery

W dzisiejszej sytuacji kryzysu ekologicznego nie powinno dziwić zainteresowanie tą rośliną. Występowała ona przecież wiele razy w historii, kiedy zachodziła konieczność sięgnięcia po ostatnie rezerwy. Dwie generacje wstecz naziści, odcięci od rynków światowych, aby móc kontynuować wojnę proklamowali „kampanię wytwórczą” dla tej rośliny. Wtedy znów na polach wyrosły konopie. Dzisiaj stoimy przed ponownym odkryciem tej rośliny, w sytuacji bardzo krytycznej, ale z innych względów. Konopie mogą być kołem ratunkowym dla biosfery. Teraz trzeba rozsądnie gospodarować środkami w celach całkiem pokojowych. Tym razem nie chodzi o chęć militarnego przetrwania, o mobilizację wszystkich środków dla zwycięstwa. Na początku nowego stulecia znów sięgamy po konopie, bo rosnący kryzys ekologiczny zmusza nas coraz bardziej kategorycznie do zakończenia bezsensownej wojny, którą prowadzimy przez wiele generacji: wojnę przeciw przyrodzie.

Według danych europejskich na terenie Europy znajduje się 30 milionów hektarów powierzchni leżącej odłogiem i nadającej się do uprawy surowców. Gdyby tylko 6 milionów hektarów, a więc piątą część ugorów wykorzystać pod uprawę konopi, to po stu dniach można by zebrać z pól 24 miliony ton oleju. Warto pamiętać, iż paliwo konopne ma wartość porównywalną do pochodzącego z ropy naftowej i nie zwiększa globalnej produkcji dwutlenku węgla. Stosowany do tej pory – jako dostawca oleju – rzepak, daje nie tylko o połowę mniej plonów niż konopie, ale jego uprawa jest też bardziej pracochłonna, wymaga dużo środków ochrony roślin i powoduje wyjałowienie gleby. Konopie dają dwa razy więcej oleju, a po jego otrzymaniu zostaje jeszcze 36 milionów ton „makuch”. Pozostałe po procesie prasowania ziarna są środkiem zawierającym dużo protein i białek. Jako produkt uboczny mogą być wykorzystane bezpośrednio jako wysokowartościowy pokarm dla zwierząt albo poddane przerobowi na środek spożywczy. Poza tym z osłonek nasion można otrzymać „antybiotyk”. Oprócz energii, białek i „penicyliny”, z łodyg konopi można jeszcze otrzymać 8 milionów ton włókna, które powstaje jako produkt uboczny przy podstawowej produkcji oleju i nasion. Ponieważ konopie na nasiona siane są w dużych odstępach, ilość otrzymanego włókna nie jest wysoka. Ale nawet te „odpady”, to najmocniejsze włókno, jakie rośnie w naszej szerokości geograficznej. Poza tym łodygi konopi dostarczają jeszcze 6 milionów ton paździerzy. Paździerze to zdrewniałe odpadki łodyg, doskonały surowiec dla produkcji papieru, ze względu na ogromną zawartość celulozy. Papier i inne wyroby produkowane z tej celulozy wyróżniają się tym, że są przyjazne dla środowiska i rozkładają się biologicznie.

Konopie zamiast plastiku

Jedna z jak dotąd mało zauważonych możliwości wykorzystania konopi, wynika z dużej zawartości celulozy i umożliwia wykorzystanie tej rośliny – przy odpowiednich metodach uprawy – jako surowca do produkcji tektur i płyt paździerzowych. Ilości pozyskanej w ten sposób celulozy z porównywalnych obszarów uprawy są tak duże, że osiągają roczny przyrost obszaru leśnego. Konopie, które dzięki ich masowemu i szybkiemu wzrostowi, jak również wielostronnym możliwościom zastosowania jako wartościowej rośliny włóknistej, celulozowej, oleistej i białkowej, mają duże znaczenie gospodarcze i można je określić jako gatunek o ogromnych potencjalnych możliwościach.

Dla przeważającej większości jest oczywiste, że „zielona alternatywa” nie jest śmieszna. Smutne bywają natomiast poglądy żerujących na węglu, gazie i energii atomowej „dinozaurów przemysłowych”. Kiedy 220 milionów lat temu potężne ciało niebieskie uderzyło w naszą planetę, zamieszkujące Ziemię dinozaury nie miały żadnych szans przystosowania się do nowego klimatu i wymarły. Dzisiaj, kiedy mamy do czynienia ze zmianą klimatu spowodowaną przez człowieka, istnieje szansa odwrócenia katastrofy. Sposoby są znane: odtwarzalne surowce, alternatywna energia, gospodarka cyrkulacyjna. A najlepsza do przeprowadzenia takiej zmiany w światowej ekonomii roślina pojawia się po 50. latach banicji na nowo: są nią konopie. W trzecim tysiącleciu nie pozostaje nam nic innego do wyboru: zieleń albo śmierć…

Pewna stara arabska bajka opowiada o panach Opium, Haszyszu i Winie, przybywających do miasta, którego bramy były zamknięte. Alkohol zaczął krzyczeć i łomotać w drzwi, Opium powiedziało: „Ach, pozwólcie nam przespać się tu pod drzewem do jutra rana”, natomiast pan Konopie powiedział: „Dlaczego się denerwujecie, przecież wejdziemy przez dziurkę od klucza!”. Ta krótka historyjka mówi wiele o działaniu trzech głównych narkotyków ludzkiej cywilizacji. Niewzruszony humor, jaki wykazały konopie, nie opuszcza ich do dziś. Ale to chyba nie powód, by traktować wielostronne zastosowania tej rośliny z… przymrużeniem oka?

W tekście wykorzystano: informacje przekazane przez Piotra Atamańczyka, fragmenty publikacji Die Wiederentdeckung der Nutzpflanze Hanf autorstwa Jacka Herera, Mathiasa Bröckersa oraz wyniki badań przeprowadzonych przez Katalyse-Institut für angewandte Umweltforschung w Kolonii

Źródło: kropla.eko.org.pl

Skan artykułu w PDF >> LINK <<<

Stowarzyszenie FREEDOM

Stowarzyszenie FREEDOM

Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne FREEDOM to organizacja pozarządowa działająca od 2006r. której głównym celem jest jest ochrona Ziemi, z zachowaniem i odtworzeniem naturalnego środowiska życia roślin i zwierząt jak również działalność kulturalno–artystyczna. Więcej informacji na temat FREEDOMu znajdziesz na www.sfreedom.org
Stowarzyszenie FREEDOM

Latest posts by Stowarzyszenie FREEDOM (see all)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

− 1 = 1