Były lekarz z Australii obronił się w przełomowym procesie dotyczącym konopi indyjskich. Tłumaczył, że jego nieautoryzowane leczenie było „medyczną koniecznością” dla pacjentów.

Andrew Katelaris stracił licencję medyczną w 2005 roku, ponieważ nielegalnie przepisywał swoim pacjentom konopie indyjskie. W maju 2017 r. policja znalazła w jego domu w Sydney:

  • 8 kg oleju z konopi indyjskich,
  • 10 kg suszu konopi indyjskich,
  • 10 000 dolarów.

Nalot przeprowadzono kilka dni po tym, jak w mediach pojawiło się nagranie, w którym pokazywał laboratorium na swoim poddaszu. Produkował tam nielegalnie olej z konopi indyjskich. Co zrozumiałe w zaistniałej sytuacji – został on aresztowany i postawiony przed sądem.

Bezprecedensowa rozprawa

Andrew Katelaris został oskarżony o wytwarzanie i dostarczanie dużej ilości zabronionego narkotyku w celach handlowych, a także o zarabianie na przestępstwie, za co grozi do 20 lat więzienia. Proces trwał cztery tygodnie, a oskarżony bronił się sam. Wezwał rodziców „pacjentów” i ekspertów medycznych do przedstawienia dowodów, że jego czyny ratowały życie. Musiał wykazać, że dostarczenie zakazanego oleju było konieczne, aby zapobiec poważnym obrażeniom lub śmierci, i było koniecznością, a złamanie prawa zostało zrównoważone przez korzyści. Ostatecznie ława przysięgłych uznała, że jest niewinny, a sam oskarżony po procesie tłumaczył, że dla przysięgłych:

„Dowody pochodzące od rodziców dzieci z padaczką były po prostu zbyt przytłaczające.”

Warto tu wspomnieć, że u nas o wyniku procesu decyduje niezawisły (przynajmniej teoretycznie) sędzia, a w Australii ława przysięgłych, czyli wybrani losowo obywatele. W obu przypadkach nie jest jasne, jaki będzie werdykt, ponieważ w Polsce mamy bardzo niejasne prawo, które można praktycznie dowolnie interpretować, a Australijczycy to przecież zwykli ludzie, na których można wpłynąć emocjonalnie.

Co dalej

Pomimo oświadczeń rządowych, które uznały konopie indyjskie za legalne do użytku medycznego w Australii, pacjenci mają dostęp wyłącznie do produktów oferowanych przez firmy farmaceutyczne na podstawie recept lekarskich. Pan Katelaris twierdzi, że sprowokował swoje aresztowanie z wystarczającą ilością konopi indyjskich, aby wymusić proces sądowy. Ma nadzieję, że jego wynik sprowokuje z kolei władze australijskie do refleksji, a w dalszej perspektywie przyczyni się do zmian legislacyjnych dotyczących medycznego zastosowania konopi. Ponadto, planuje nadal pomagać swoim „pacjentom”:

„Co mam zrobić? Jeśli jestem szczery i chcę ratować życie dzieci, byłoby nieodpowiedzialne nie kontynuować.”

Etyka lekarska

Wydarzenie to zostało opisane w artykule internetowym DailyMail (link na dole), pod którym znaleźć można ciekawy komentarz. Rzuca on więcej światła na całą sprawę i pozwala spojrzeć na nią z trochę innej perspektywy, dlatego poniżej zamieszczamy jego fragmenty – ku przestrodze. Więcej informacji na temat poprzednich oskarżeń i postępowania w sprawie działalności pana Katelaris można łatwo znaleźć w internecie, niestety w języku angielskim.

„Nie uzyskał świadomej zgody kobiet, którym podawał nieprzetestowany olej z konopi indyjskich. Powiedział jednej z kobiet, aby odroczyła poinformowanie o eksperymencie onkologa do momentu, gdy zostanie on przeprowadzony, mimo że wyraziła dyskomfort z powodu braku informacji, które mogą mieć wpływ na jej nadchodzącą chemioterapię i operację. Powiedział jednej z kobiet, aby odroczyła drenaż wodobrzusza, aby sprawdzić, czy jego metoda próbna zadziałała, mimo że nie miał możliwości zmierzenia jej wyniku. Podawał ogromne dawki koktajlu konopnego w zastrzykach dootrzewnowych i powodował przewidywalne poważne komplikacje dla obu kobiet. Brak GMP [ang. Good Manufacturing Practice – Dobra Praktyka Produkcyjna, przyp. red.], brak znanego składu, brak kontroli jakości lub sterylnej produkcji. Nie zgadzał się z faktem, że podawał dootrzewnowo wstrzykiwany olej z konopi indyjskich, kiedy przekazywał wywiad kliniczny obu kobiet personelowi medycznemu szpitala.

Niekompletne i niedokładne historie kliniczne, które przekazał dwóm szpitalom, spowodowały niepotrzebne zamieszanie wśród bardzo zapracowanego personelu szpitalnego i zakłóciły lub spowodowały opóźnienia w zapewnieniu obu kobietom odpowiedniej opieki medycznej. Nie sporządzał i nie prowadził żadnych klinicznych notatek, pomiarów ani obserwacji w związku ze swoim „eksperymentem” na ludziach znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji z chorobą nowotworową – brakowało mu autoryzacji, aprobaty etycznej, naukowej legitymizacji i wiarygodności. Zapewnił rzekomo nowatorskie leczenie, którego nie był w stanie zapewnić jako wyrejestrowany lekarz bez możliwości przetestowania substancji, która ma być użyta, monitorowania postępów pacjentów, mierzenia wyników leczenia lub reagowania na jakiekolwiek skutki uboczne lub w nagłych przypadkach klinicznych.

Został przyłapany z 11 kg marihuany i 10 000 dolarów w gotówce. Najwyraźniej promuje i sprzedaje narkotyki na dużą skalę, dla zysku. Istnieją legalne ścieżki, dzięki którym instytucje medyczne i naukowe mogą mieć dostęp do leków kategorii 9 do badań naukowych i medycznych oraz potencjalnego rozwoju nowych terapii, które mogą być bezpieczne i klinicznie sensowne, w starannie uregulowany, sensowny, bezpieczny sposób. (THC jest teraz w kategorii 8, a kannabidiol w kategorii 4) Ale ambasada marihuany Nimbin nie jest taką instytucją medyczną. Widziałem na oddziale ratunkowym John Hunter Hospital kliniczne notatki Pani M. w dniu 4 września 2015 r. Dwa dni po wstrzyknięciu oleju z konopi indyjskich do jej guza przez „przyjaciela” o imieniu Andrew pani M. „ciągle zasypiała i nie była w stanie dokończyć zdania”, co zostało zapisane w notatkach. Personel nie został poinformowany o zastrzyku oleju z konopi indyjskich.

Rada Lekarska dała mu szansę kontynuowania kariery lekarskiej i wspierała go, traktując jego nadużywanie narkotyków, jako stan zdrowia, pamiętając jednocześnie o bezpieczeństwie pacjentów. Po raz pierwszy stracił licencję kategorii 8 w 1988 r. z powodu nadużywania narkotyków, co sięga 30 lat wstecz. Otrzymał wystarczające przywileje, aby kontynuować pracę w szpitalu (leki kategorii 8 mogły być zamawiane dla jego pacjentów tylko w szpitalu i obsługiwane przez inną pielęgniarkę lub lekarza). Od czasu do czasu miał dostarczyć mocz do analizy i spotykać się z psychiatrą, który miał mu pomóc wyjść z nałogu. Odmówił podporządkowania się. Mówimy o niezarejestrowanej osobie prowadzącej doświadczenia na podwórku, bez komisji etycznej, bez przepisów, bez zgody TGA [organ regulacyjny ds. produktów leczniczych, przyp. red.], bez uprzedniej zgody pacjentów, bez podstaw naukowych, bez GMP lub kontroli jakości, bez badań na zwierzętach lub toksykologii, bez sterylnych metod, bez analizy podawanych substancji, bez współpracy z lekarzami pacjentów itd.”

Źródło: hemptoday.netdailymail.co.uk

Wysokiej jakości produkty zawierające CBD z pełnym spektrum kannabinoidów
dostępne są w sklepie www.biohemp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 + 5 =